Pamiętasz lato 2024 albo wiosnę 2025? Tam gdzie powinno padać, nie padało. A gdy już przyszła ulewa – woda błyskawicznie spłynęła rowami do rzeki i tyle ją widziałeś. Tymczasem tydzień później upały wróciły, gleba spękała i kukurydza zaczęła rulonować liście w połowie lipca. Znam to z własnego podwórka i chyba każdy rolnik w Polsce mógłby dopowiedzieć coś od siebie.

Susza rolnicza to dziś w Polsce nie wyjątek, a coraz częstsza reguła. Według Polskiego Instytutu Ekonomicznego przeciętne straty w plonach powodowane przez susze w Polsce wynoszą nawet 6,5 miliarda złotych rocznie. To liczba, przy której trudno wzruszyć ramionami. Ale jest też dobra wiadomość: wiele z tych strat można ograniczyć, i to bez wielkich inwestycji. Wystarczy zacząć zatrzymywać wodę tam, gdzie spada.

Polska spuszcza wodę do morza – i to dosłownie

Zanim przejdziemy do praktyki, warto zrozumieć skalę problemu. Pod względem retencji wód Polska jest w ogonie Europy. Retencjonujemy zaledwie ok. 6,5–7,5% średniego rocznego odpływu wód – podczas gdy ponad 90% odpływu rzecznego trafia bez zatrzymania do Bałtyku. Dla porównania, Hiszpania – kraj kojarzący się z suszą – magazynuje ponad 45% wód opadowych. My tymczasem przez dekady systematycznie meliorowaliśmy grunty, budując gęste sieci rowów odprowadzających, żeby „pozbyć się wody” z pól jak najszybciej. Dziś ta logika obraca się przeciwko nam.

Susza rolnicza w 2025 roku dosięgnęła ponad 330 gmin w samych uprawach zbóż jarych. Zachodniopomorskie, kujawsko-pomorskie, lubuskie, wielkopolskie i łódzkie – to województwa, gdzie gleba w niektórych rejonach miała nasycenie wodą na poziomie 20–40% normy. W strefie korzeniowej roślin brakowało wody na ponad metr głębokości. System Monitoringu Suszy Rolniczej IUNG-PIB, który prowadzi Instytut Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach, uruchamia się każdego roku w marcu i co dwa tygodnie informuje rolników o poziomie klimatycznego bilansu wodnego. W 2026 roku susza wróciła z nową siłą już wiosną.

Dobra wiadomość jest taka, że każde gospodarstwo – niezależnie od wielkości – może coś z tym zrobić na własnym areale. I to naprawdę pomaga.

Co to jest mała retencja i dlaczego warto jej szukać u siebie

Mała retencja to po prostu zatrzymywanie wody możliwie blisko miejsca, gdzie ona spada – zamiast pozwalać jej uciekać. Nie chodzi o budowę tamy ani wielohektarowego zbiornika. Chodzi o setki małych decyzji i działań rozproszonych po całym gospodarstwie, które razem robią dużą różnicę.

Formy małej retencji, które możesz wdrożyć na swoim polu:

  • Zastawki w rowach melioracyjnych – proste konstrukcje z desek lub ziemi wstawiane w rowy odprowadzające. Spowalniają odpływ wody, pozwalając jej dłużej przesiąkać w głąb profilu glebowego. Można je podnosić w czasie wezbrań i opuszczać latem.
  • Śródpolne oczka wodne – choć przez lata traktowano je jak nieużytki, dziś wiadomo, że jeden staw o powierzchni kilku arów potrafi nawilżać grunt w promieniu setek metrów, poprawia mikroklimat i stanowi ostoję płazów oraz drapieżnych owadów.
  • Zbiorniki na deszczówkę – od małych, podziemnych lub naziemnych, po większe otwarte zbiorniki. Zebrana woda nadaje się do mycia maszyn, pojenia zwierząt, a przy instalacji pompy – do nawadniania sadów i ogrodów.
  • Rowy infiltracyjne i pasy buforowe – wzdłuż cieków wodnych i na obrzeżach pól. Trawa i roślinność spowalniają spływ powierzchniowy i filtrują wodę przed jej przedostaniem się do rzeki.
  • Zadrzewienia śródpolne – drzewa zatrzymują w koronach od 7 do 17% wody burzowej, a ich korzenie i opad liści poprawiają strukturę gleby i jej zdolność retencyjną.
  • Uprawa bezorkowa lub uproszczona – nienaruszona struktura gleby lepiej chłonie i przetrzymuje wodę niż gleba intensywnie orana.

Nowe przepisy w 2026 roku – mniej biurokracji

Od 7 stycznia 2026 roku obowiązuje nowelizacja Prawa budowlanego, która uprościła procedury przy budowie zbiorników retencyjnych. To ważna zmiana – wcześniej nawet skromny zbiornik wymagał długiego procesu formalnego.

Pojemność zbiornikaWymagania formalne
Do 5 m³brak pozwolenia i zgłoszenia
Do 30 m³uproszczone zgłoszenie do urzędu
Powyżej 30 m³pełne pozwolenie na budowę

Ministerstwo Rozwoju i Technologii w marcu 2026 roku doprecyzowało też procedury dla beneficjentów programów inwestycyjnych w ochronę środowiska, co upraszcza drogę do dofinansowania.

Skąd wziąć pieniądze na retencję

W 2026 roku aktywne są kilka źródeł wsparcia. Program Mikroretencja 2026 (wcześniej Moja Woda), finansowany przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i przekazywany przez Wojewódzkie Fundusze, dotyczy głównie zbiorników przy budynkach. Na poziomie regionalnym województwa małopolskie, wielkopolskie i kujawsko-pomorskie prowadzą własne programy dotacyjne na zbiorniki służące małej retencji rolniczej – w kujawsko-pomorskim i małopolskim można otrzymać nawet do 100 tys. zł na jeden zbiornik, przy dofinansowaniu do 80% kosztów kwalifikowalnych. W ramach Planu Strategicznego WPR 2023–2027 dostępne są też interwencje na inwestycje w gospodarkę wodną w gospodarstwach.

Warto jednak pamiętać, że zastawki w rowach można stawiać samodzielnie za kilkaset złotych. Efekt widać już w pierwszym sezonie.

Woda a gleba – sprzężenie, o którym się zapomina

Zdolność retencyjna gleby to nie tylko kwestia zbiorników i zastawek. To też kwestia tego, co dzieje się pod powierzchnią. Gleba z wysoką zawartością materii organicznej zatrzymuje znacznie więcej wody niż gleba wyeksploatowana. Każdy dodatkowy procent próchnicy zwiększa jej pojemność wodną o ok. 20 litrów na metr kwadratowy warstwy ornej – dla jednego hektara to 200 tysięcy litrów więcej przy każdym większym deszczu.

Dlatego mała retencja i dbałość o strukturę gleby idą zawsze w parze. Mikroorganizmy glebowe, kanały po korzeniach roślin, dżdżownice – to naturalna infrastruktura retencyjna, pracująca całą dobę, którą buduje lub niszczy każda decyzja agrotechniczna.

Zastawki, bobry i sąsiedzi – jak zacząć

Retencja na poziomie jednego gospodarstwa to dobry start. Prawdziwy efekt pojawia się, gdy działa wiele punktów w jednej zlewni. Woda przepływa przez wiele działek naraz – jeśli jeden właściciel zatrzymuje ją w górze, a sąsiad zaraz obok pogłębia rowy, efekty są ograniczone. Warto porozmawiać z sąsiadami i lokalnym doradcą rolnym.

Wody Polskie w ostatnich latach zmodernizowały blisko 1200 urządzeń wodnych, nawadniając grunty na ok. 45 tysiącach hektarów. Dowód, że skoordynowane działanie naprawdę przynosi efekty.

Samodzielnie najprościej zacząć od rowów. Sprawdź zimą lub wiosną, gdzie z twojego pola ucieka woda najszybciej. Tam, gdzie rów odprowadza ją błyskawicznie po deszczu, jest dobre miejsce na pierwszą zastawkę. W 2026 roku brak wody to jedno z największych ryzyk dla polskiego rolnictwa. Na pogodę nie masz wpływu. Na to, ile tej pogody zostaje na twoim polu – już tak.

A Ty już robisz coś z retencją na swoim areale? Może masz zastawkę w rowie albo oczko wodne, które służy ci od lat? Napisz w komentarzu – takie informacje z pierwszej ręki są warte więcej niż niejedna ekspertyza.