Wyobraź sobie pole kukurydzy w Niemczech, a na nim niewielką maszynę, która jedzie między rzędami zupełnie sama – bez kierowcy, bez pilota, bez operatora z joystickiem w ręku. Sama wykrywa rzędy roślin, dojeżdża do końca, zawraca i wraca na start. Taką maszynę – od śrubki po algorytm – zbudowało dwóch uczniów ze śląskiego Żarnowca. W czerwcu pojechali z nią rywalizować z najlepszymi konstruktorami robotów rolniczych w Europie. To dobry punkt wyjścia do rozmowy o technologii, która przestaje być ciekawostką z targów i zaczyna pracować na polskich polach.

Egzamin w kukurydzy – polska szkoła kontra najlepsi w Europie

W dniach 16–18 czerwca 2026 roku w Bernburgu, podczas Międzynarodowych Dni Pola DLG, odbył się Field Robot Event – zawody, w których szesnaście drużyn z dziesięciu krajów rywalizowało autorskimi robotami polowymi w realnych warunkach uprawy. Po raz pierwszy w historii zawodów wystartowała drużyna z Chin. Zwyciężył zespół Acorn z Uniwersytetu w Osnabrück, który najlepiej poradził sobie z nawigacją po krętych rzędach kukurydzy, oceną kondycji roślin i monitoringiem bioróżnorodności. Drugie miejsce zajęła drużyna Robatic Bullseye z Uniwersytetu w Wageningen, trzecie – zespół FREDT z Politechniki w Brunszwiku.

Polskę reprezentowali uczniowie Zespołu Szkół Centrum Kształcenia Rolniczego w Żarnowcu (woj. śląskie) – Paweł Szerszeń i Błażej Rosół, pod opieką nauczyciela Roberta Florka. Ich zadaniem konkursowym było zbudowanie robota, który bez zdalnego sterowania przejedzie między rzędami kukurydzy, wykryje ich koniec, zawróci i wróci na start – i maszyna wykonała ten przejazd poprawnie. Jak mówił Florek, kolejnym celem szkoły jest nauczenie robotów rozpoznawania owadów, chorób grzybowych i chwastów, żeby w przyszłości ograniczyć zużycie chemii w polu.

Duńczyk, który już pracuje w polskich burakach

Zawody to jedno, ale roboty polowe od lat pracują też komercyjnie – również w Polsce. Najbardziej rozpoznawalny jest duński FarmDroid FD20, sprzedawany u nas przez firmę Farm Systems. Robot zasilany wyłącznie energią z paneli fotowoltaicznych sieje z dokładnością do 1 centymetra, zapamiętuje pozycję każdej rośliny dzięki własnej stacji RTK, a potem – bez kamer, wyłącznie na podstawie GPS – wraca co 4–5 dni i mechanicznie pieli.

Maszyna obsłuży do 20 hektarów, waży około 900 kg, a jej maksymalna prędkość robocza to zaledwie 900 metrów na godzinę. Sprawdza się przy buraku cukrowym, cebuli, rzepaku, szpinaku, jarmużu i kilkudziesięciu innych gatunkach roślin. W Polsce pracuje już 12 takich robotów, a w całej Europie ponad 600. Zakup to wydatek rzędu 100–120 tysięcy euro, w zależności od wyposażenia, choć maszynę można też wynająć na sezon za około 10 tysięcy euro.

Więcej precyzji, mniej chemii. Cyfrowe ekosystemy pozwalają robotom polowym na punktową ochronę upraw, odróżniając kukurydzę od chwastów z dokładnością do centymetra.

Rekord sprzedany pod Toruniem i las, który sam się odchwaszcza

Skoro już o rekordach mowa – to właśnie w Polsce sprzedano pierwszy na świecie egzemplarz Orio, wówczas najnowszego modelu francuskiej firmy Naio Technologies (założonej w Tuluzie w 2011 roku, wcześniej sprzedającej już mniejsze modele Oz i Dino). Maszyna trafiła w grudniu 2022 roku pod Toruń za pośrednictwem Agrihandlera, jedynego dystrybutora tych robotów w kraju. Oficjalnie pierwszym użytkownikiem robota polowego w Polsce zostały Lasy Państwowe – Orio pracuje w szkółce leśnej Nadleśnictwa Podanin, gdzie sieje, pieli i nawozi sadzonki drzew.

Naio nie miało jednak łatwo: w 2025 roku firma przeszła francuskie postępowanie restrukturyzacyjne, a pod koniec roku przejął ją nowy inwestor. Odrodzona spółka nie zwalnia tempa – w lutym 2026 roku ogłosiła świeże, strategiczne partnerstwo z koreańskim Kioti przy budowie tańszej, bardziej odpornej platformy robotycznej. Pierwsze efekty mają być widoczne pod koniec 2026 roku.

Polski robot rusza do kukurydzy

Własny robot polowy rozwija też polska firma Unia (działająca od 1882 roku) wspólnie z instytutami Sieci Badawczej Łukasiewicz – Poznańskim Instytutem Technologicznym i Instytutem Lotnictwa. Projekt dofinansowany kwotą ponad 12 milionów złotych z funduszy unijnych w konkursie NCBR „Szybka Ścieżka” ruszył w czerwcu 2020 roku.

Maszyna waży około 4 ton, ma 4,5 metra długości i porusza się na czterech kołach skrętnych o 360 stopni. W czerwcu 2024 roku robot wystąpił podczas warsztatów polowych firmy Chemirol pod Zamościem – pielił międzyrzędzia kukurydzy i opryskiwał punktowo chwasty wykryte przez czujniki optyczne. Docelowo ma też siać punktowo i pracować z 12-metrową belką opryskiwacza, a poza kukurydzą – w burakach, słoneczniku czy soi. Ceny na razie nie podano, bo maszyna wciąż jest na etapie wdrażania do produkcji seryjnej.

RobotKraj pochodzeniaGłówne zadanieStatus w Polsce
FarmDroid FD20DaniaSiew i mechaniczne pielenie12 sztuk w pracy (2026)
Naio OrioFrancjaSiew, pielenie, prace szkółkarskiePierwszy sprzedany egzemplarz na świecie – pod Toruniem
Robot UniaPolskaPielenie i punktowy oprysk kukurydzyTesty polowe, wdrażanie do produkcji

Co dziś potrafi robot polowy?

Zakres zadań, jakie realnie wykonują dostępne dziś roboty polowe, jest coraz szerszy:

  • Precyzyjny siew z dokładnością do centymetra i zapisem pozycji każdej rośliny
  • Mechaniczne pielenie w rzędzie i między rzędami, bez użycia herbicydów
  • Punktowy oprysk pojedynczych chwastów wykrytych przez kamery lub czujniki optyczne
  • Monitorowanie kondycji roślin, wilgotności gleby i stopnia zachwaszczenia
  • Ciągła praca dzięki zasilaniu elektrycznemu, u modeli solarnych jak FarmDroid nawet 18–24 godziny na dobę

Zanim zaprosisz robota na swoje pole

Zanim zaczniesz liczyć oszczędności, sprawdź kilka rzeczy, które decydują o tym, czy inwestycja ma sens:

  1. Wielkość i kształt pola – większość robotów sprawdza się na regularnych działkach do 20–30 ha
  2. Rodzaj uprawy – najlepsze efekty dają rośliny rzędowe: burak, cebula, kukurydza, warzywa polowe
  3. Dostęp do sygnału RTK lub stabilnego internetu, bez którego część robotów w ogóle nie ruszy w pole
  4. Serwis i dostępność części – to wciąż niszowa technologia, więc sprawdź, kto naprawi robota w Polsce
  5. Możliwość wynajmu sezonowego zamiast zakupu – dobry sposób, by przetestować technologię bez dużego ryzyka

Przyszłość, która już się zaczęła

Od uczniowskiego prototypu w Bernburgu, przez duńskiego robota pielącego polskie buraki, po polski projekt firmy Unia – droga jest wspólna: mniej chemii, więcej precyzji i praca bez człowieka za sterami. To wciąż technologia dla odważnych i dla konkretnych upraw, ale kierunek jest jasny, a polscy inżynierowie i uczniowie już dziś budują w nim swoje miejsce.

A Ty – widziałeś już robota polowego w akcji, może na pokazie u sąsiada albo na targach? Podziel się w komentarzu!