Kiedy mówimy o sukcesie w rolnictwie, myślimy o dobrej glebie, nowoczesnych maszynach, odpowiednich odmianach roślin. A zapominamy o bohaterach, bez których wiele upraw po prostu by nie istniało. Mowa o zapylaczach – tych małych, często niedocenianych owadach, które każdego dnia wykonują gigantyczną pracę na naszych polach.

W przyrodzie Polski prawie 80 procent gatunków roślin to gatunki owadopylne. Bez przeniesienia pyłku z pręcików kwiatów na znamiona innych nie doszłoby do krzyżowego zapłodnienia, a więc ani do odpowiedniego owocowania, ani do produkcji nasion ogromnej ilości gatunków. Dzisiaj opowiem Ci o tym, dlaczego zapylacze są tak ważni i co możesz zrobić, żeby im pomóc.

Czy rolnictwo może istnieć bez zapylaczy?

Odpowiedź jest prosta – w obecnej formie nie. Bez efektywnego zapylania krzyżowego roślin rolniczych i sadowniczych przez pszczołę miodną i inne gatunki zapylaczy rolnictwo musiałoby zrezygnować z uprawy około 50 gatunków roślin polowych. Chodzi między innymi o uprawy mieszańcowych odmian rzepaku, gryki, grochu siewnego, peluszki, seradeli, esparcety, fasoli, łubinu żółtego, lucerny, słonecznika, prosa, gorczycy, lnu, koniczyny, soi i wielu innych.

A jeszcze gorzej sytuacja wyglądałaby w sadownictwie i ogrodnictwie. Bez zapylaczy rolnictwu pozostałaby uprawa roślin wiatropylnych i samopylnych, a to oznacza ogromne monokultury roślin zbożowych i okopowych. Koniec z różnorodnością, koniec z wieloma warzywami i owocami, które jemy na co dzień.

Według oceny różnych specjalistów na świecie pszczoły miodne przynoszą gospodarce człowieka 50 krotnie więcej korzyści jako zapylacze roślin entomofilnych niż jako dostarczycielki miodu, pyłku, wosku, propolisu, mleczka pszczelego i jadu. Oprócz zwyżki plonów roślin zapylanie kwiatów przez pszczoły polepsza jakość produktów rolnych – zwiększa zawartość cukrów i witamin w owocach i warzywach, poprawia jakość nasion, ich ciężar właściwy oraz siłę kiełkowania.

Kto właściwie jest zapylaczem?

Pierwsza myśl – pszczoła miodna. I słusznie, to ona wykonuje lwią część pracy. Ale nie jest sama. Na świecie opisano około 40 tysięcy gatunków owadów zapylaczy, natomiast w Polsce samych owadów z rodziny pszczołowatych opisano około 470 gatunków. Większość z nich to pszczoły samotne, budujące gniazda w ziemi, w szczelinach drzew i innych miejscach.

Pszczołami, a nie bąkami, są między innymi trzmiele – w Polsce mamy ich 31 gatunków. Wbrew powszechnej opinii rola trzmieli w przyrodzie jest również bardzo ważna. Na przykład tylko trzmiel ziemny zdolny jest do zapylania lucerny, koniczyny czy bobu. Owad ten w ciągu dnia potrafi odwiedzić kilka tysięcy kwiatów.

Oprócz owadów pszczołowatych zapylaczami są liczne gatunki motyli, muchówek, pluskwiaków, chrząszczy, błonkówki i sieciarek. Tysiące gatunków tych owadów występują w różnych siedliskach na terenach rolniczych. Mogą to być miedze, nieużytki, zadrzewienia śródpolne, a także kępy krzewów i zbiorniki wodne znajdujące się pośród dziko rosnącej roślinności.

Gdzie zapylacze znajdują swoje miejsce?

To jest kluczowe pytanie. Współczesne rolnictwo to często wielkie, jednolite pola bez żadnych miedz, zakrzaczeń czy nieużytków. A to właśnie te miejsca stanowią dom dla dzikich zapylaczy. Paradoksalnie ostatnio takim atrakcyjnym miejscem stały się dla nich miasta, gdzie pojawiła się moda na łąki kwiatowe i miejskie pasieki.

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu zupełnie naturalnym zjawiskiem były między polami różnego rodzaju miedze, miejsca porośnięte krzewami, nieużytki rolne, gdzie była duża różnorodność roślin pokarmowych. Dziś tych miejsc jest coraz mniej, a zapylacze tracą swoje siedliska.

Zaleca się, aby powierzchnia użytków ekologicznych wynosiła od 5 do 7 procent całkowitej powierzchni gospodarstwa. W pewien sposób zalecenia te są spełnione w obecnych dopłatach obszarowych, gdzie 5 procent obszaru w gospodarstwach mających powyżej 15 hektarów gruntów ornych powinno być przeznaczone właśnie na użytki ekologiczne, poplony lub rośliny wysokobiałkowe.

Co możesz zrobić w swoim gospodarstwie?

Nie musisz rewolucjonizować całego gospodarstwa, żeby pomóc zapylaczom. Małe zmiany mogą przynieść duże efekty. Pierwsza rzecz – zostaw miedze. Te niewielkie pasy ziemi między polami, które wydają się niewykorzystane, to w rzeczywistości prawdziwe oazy życia. To tam zapylacze znajdują schronienie, pokarm i miejsce do gniazdowania.

Użytki ekologiczne są również miejscem bytowania innych owadów pożytecznych, takich jak owady drapieżne i pasożytnicze, które są naturalnymi wrogami wielu szkodników. Z gospodarczego punktu widzenia mają one duże znaczenie w ograniczaniu liczebności szkodników roślin uprawnych.

Możesz też zadbać o to, żeby na miedzach, zakrzewieniach czy nieużytkach rosły rośliny miododajne. Warto zasadzić wierzby, klony, lipy, jarzębiny, kruszynę pospolitą, głóg, tarninę, berberysa zwyczajnego, malinę, wawrzynka wilczełyko czy wrzosa. To rośliny, które zapewnią pszczołom i innym zapylaczom pokarm przez różne pory roku.

Jeśli masz możliwość, pozostaw na brzegach pól niewielkie fragmenty z dziką roślinnością. Nie musi to być duży obszar – nawet kilka arów może zrobić różnicę. Takie miejsca staną się domem dla dzikich pszczół, trzmieli i innych zapylaczy.

Ochrona roślin a zapylacze – jak to pogodzić?

To jedno z największych wyzwań współczesnego rolnictwa. Chemiczne środki ochrony roślin to zagrożenie dla pszczół – to prawda. Ale nie wszystkie środki są niebezpieczne dla pszczół, i nie każdy zabieg musi być dla nich groźny.

Podstawowa zasada – nie prowadź chemizacji na kwitnących roślinach. To wtedy pszczoły i inne zapylacze są najbardziej aktywne i narażone na kontakt ze środkami ochrony. Jeśli zabieg jest absolutnie konieczny, wykonaj go wieczorem, gdy pszczoły wróciły już do uli.

Jeżeli chodzi o pszczołę miodną powracającą po oblocie do swojego ula, który może być oddalony o kilka kilometrów od uprawy, wykonanie zabiegu wieczorem, przy użyciu odpowiedniego środka, nie stanowi dla niej niebezpieczeństwa. Ale pamiętaj o innych owadach pożytecznych zamieszkujących miedze, zakrzewienia i zadrzewienia śródpolne. Dla nich zabieg insektycydowy będzie śmiertelnie niebezpieczny.

Dlatego należy unikać opryskiwania miedz, uważać na możliwość znoszenia cieczy przez wiatr, po prostu pamiętać o tych wszystkich małych sprzymierzeńcach rolnika i starać się je chronić. Uprawiając rzepak ozimy wiosną, staraj się jak najbardziej ograniczyć zachwaszczenie, bowiem zakwitające przed rzepakiem chwasty przyciągają zapylacze, które potem mogą być narażone na środki ochrony.

W celu ograniczania chemizacji nie stosuj zabiegów insektycydowych bez wyraźnego przekroczenia przez szkodniki progu szkodliwości. W razie konieczności rozważ zabieg brzegowy zamiast oprysku całego pola.

Współpraca z pszczelarzami

To może być obopólnie korzystne rozwiązanie. System świadczenia usług zapylania funkcjonuje i sprawdza się w wielu krajach na świecie. Pszczoły wstawiane są na różne plantacje, a ich ilość uzależniona jest od rodzaju uprawy i pory roku. Świadczone usługi zapylania mogą dotyczyć upraw polowych, sadowniczych, jak i upraw pod osłonami.

Dowożąc pszczoły do konkretnej plantacji, pszczelarz ma szansę uzyskać dodatkowy dochód z opłaty za świadczoną usługę zapylania. Rolnik z kolei zyskuje lepsze zapylenie upraw i wyższe plony. Takie wspólne działanie rolników i pszczelarzy daje obopólne korzyści i pozwala budować wzajemne zaufanie.

Niestety rolnicy często nie doceniają roli pszczół, dlatego niejednokrotnie nie zabiegają o ich wstawienie na plantacje oraz w sposób nieodpowiedzialny stosują pestycydy, unicestwiając lokalnie występujące dziko żyjące zapylacze, co w efekcie w sposób zasadniczy może obniżać plonowanie upraw.

Czy to się opłaca?

Badania nie pozostawiają wątpliwości. Krzyżowe zapylenie roślin przez pszczoły daje zdecydowanie większe zbiory, a rośliny uzyskane z takich nasion wykazują wyższą żywotnością i przekazują tę cechę następnym pokoleniom. Rośliny zapylone przez owady dają nawet o 90 procent wyższe plony. Nawet rośliny w dużym stopniu samopylne i samopłodne po zapyleniu ich kwiatów przez pszczoły wyraźnie poprawiają zawiązywanie owoców.

Zapylenie zwiększa plon u roślin takich jak rzepak, rzepik, proso, gorczyca, mak, len, łubin żółty, wyka ozima, groch siewny, peluszka, seradela, borówka wysoka, jeżyna, koniczyna biała, koniczyna czerwona czy soja. To przecież znaczna część tego, co uprawiamy w naszych gospodarstwach.

Co możemy zyskać?

Dbanie o zapylacze to nie tylko troska o środowisko – to konkretna korzyść ekonomiczna. Wyższe plony, lepsza jakość nasion, zdrowsze rośliny. To wszystko przekłada się na Twój portfel.

Ale jest jeszcze coś więcej. Gospodarstwo bogate w bioróżnorodność, z miedzami pełnymi kwiatów, z zadrzewieniami, które tętnią życiem – to po prostu piękniejsze miejsce do pracy i życia. To miejsce, gdzie natura i produkcja rolnicza współistnieją w harmonii.

Zostaw więc te kilka procent swojego gospodarstwa dla natury. Pozwól, żeby miedze zarosły dzikimi kwiatami. Zasadź kilka drzew miododajnych. Nie opryskuj bez potrzeby. Te małe działania mogą zrobić wielką różnicę – dla zapylaczy, dla Twoich upraw i dla całego ekosystemu.

Zapylacze to nasi sprzymierzeńcy. Czas, żebyśmy się o nich zatroszczyły. Bo w rolnictwie nie chodzi tylko o to, co zabieramy z ziemi, ale też o to, co jej zostawiamy. A Ty, czy masz w swoim gospodarstwie miejsca dla zapylaczy?